• Wybierz grupy
Wyrażam zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną Przewodnika EduBroker przygotowanego przez firmę EduBroker Sp. z o.o. zgodnie z wybranymi przeze mnie tematami (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. z 2002r, nr 144 poz. 1204 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r.).
*pola obowiązkowe

Spotkania zmieniające życie, czyli PKP coaching ;)

21 maja 2016

 

Dużo jeżdżę pociągami. Zwłaszcza na trasie Kr-Waw-Kr. Podróż PKP jest czasami bardzo egzotycznym doświadczeniem w trakcie którego można wiele o sobie i o innych ludziach się nauczyć. Można ćwiczyć swoją elastyczność w odpowiedzi na wyzwania, które niespodziewanie PKP przed podróżnym stawia. Można doskonalić umiejętność samouspokajania się, gdy rzeczy nie idą tak jak powinny. Można spotkać się z niezwykłym człowiekiem. Można się zmienić. Taka podróż to często przygoda...
Zwykle jest tak, że w pociągu śpię, czytam, myślę, obserwuję ludzi, rozmawiam ze współtowarzyszami niedoli, czasem oglądam filmy lub chwilę pracuję na komputerze. Czasami też zdarzają mi się niespodziewane, surrealistyczne spotkania z ludźmi, których pewnie nigdy bym nie spotkała gdyby nie PKP ;)

Dzisiaj opowiem Ci o dwóch spotkaniach, które mimo tego iż są oddalone od siebie o wiele lat mają ze sobą wiele wspólnego. Wywarły też na mnie duży wpływ i obydwa miały charakter coachingowy. Już widzę Twoją minę na hasło „pkp i coaching” ;)

„Coś więcej tkwi w tym hobbicie niż wam się wydaje, kto wie może też o wiele więcej, niż on sam przypuszcza – powiedział Gandalf”
(J.R.R.Tolkien: Hobbit, czyli tam i z powrotem)

Pewnego pięknego zimowego wieczora, dokładnie był to 22 grudnia wiele lat temu, śnieg padał i mróz trzymał mocny, podróżowałam w Waw do Kr. Niespodziewanie do mojego przedziału (byłam szczęśliwa, że jestem w nim sama) wszedł mężczyzna. Szczupły, ogorzały, z ciemnymi kręconymi włosami, zapuszczonym zarostem. Miał bardzo uważne spojrzenie i raczej powolne ruchy. Przywitaliśmy się grzecznie. „Turysta” - pomyślałam i zaczęłam się zastanawiać co za wariat przyjeżdża do Polski chwilę przed świętami. Zaczęliśmy grzecznościową rozmowę o niczym po czym nie wiedzieć jak i czemu zagłębialiśmy się w coraz to nowe fascynujące obszary. Wynikiem naszej pociągowej podróży było to, iż Turysta spędził ze mną i moją rodziną dwa świąteczne tygodnie. Turysta był amerykańskim Persem. Urodził się w Iranie i jako kilkuletni chłopiec, na skutek historycznych zawirowań, wyemigrował z rodziną do USA. Został informatykiem i pracował dla jednej z firm dostarczających procesory dla NASA. Miał też zwyczaj by podróżować w czasie zimowych świąt w różne części świata, a w tym właśnie roku na jego trasie stanęła Polska i Czechy. Turysta ów był wyznawcą bardzo starej religii, zoroastrianizmu (bardziej zainteresowanych odsyłam do wiki). Podstawą tej wiary w wielkim skrócie są trzy zasady: dobre słowa, dobre myśli i dobre uczynki. Jeżeli na co dzień je praktykujesz będziesz zbawiony.
Abstrahując trochę od wiary, mam wrażenie, że te trzy zasady: dobre słowa, dobre myśli i dobre uczynki są niezwykle ważne w życiu każdego przeciętnego Ziemianina. Popatrz, ile mniej miałbyś stresów, nieprzyjemności, niepotrzebnych wzrostów ciśnienia, gdybyś codziennie mówił „dobre słowa”, miał w głowie „dobre myśli” i robił „dobre uczynki”. O ile mniej byłoby w naszym świecie złości, agresji, zawiedzionych oczekiwań i rozczarowań...

Strach to ciemna strony Mocy. Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia
(Gwiezdne Wojny, Yoda)

Drugie niezwykłe spotkanie związane z PKP miałam latem. Wracałam z Warszawy. Pociąg okazał się być bez klimatyzacji a na dworze królował parny, przedburzowy upał. Perspektywa więc spędzenia 3 h w przedziale z obfitą babcią i dbającą o nią córką w sile wieku, małym obwieszonym złotem panem oraz drugim panem z miłym wyrazem twarzy, w upale była mało kusząca... Już miałam się wybierać na poszukiwania bardziej pustego przedziału...aż tu nagle do naszego przedziału wszedł...tybetański mnich. Dziadek w czerwono-żółtej szacie, z ogoloną głową i tak uważnym spojrzeniem brązowych oczu i tak pięknym uśmiechem, że od razu zrobiło mi się błogo na sercu a z głowy uleciały mi myśli związane z rejteradą z tegoż przedziału. Mnich pokręcił się po przedziale, umieścił swój olbrzymi plecak na półeczce, ściągnął buty i usiadł na siedzeniu w pozycji chyba kwiatu lotosu (jego nogi zniknęły całkiem pod metrami kwadratowymi otulającego go szaty). Popatrzył uważnie na wszystkich współpodróżnych. Uśmiechnął się pięknie. Chwilę w spokoju posiedział. Patrząc na niego miałam wrażenie, że do przedziału wszedł Yoda z Gwiezdnych Wojen. Mnich popatrzył na mnie i miałam wrażenie, że widzi zdecydowanie więcej niż przeciętny Kowalski. Uważność, spójność, autentyczność a przy tym niezmierna pokora i spokój wprost od niego biły. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że mówi trochę po angielsku. Każde zdanie, które wypowiadał kończył słówkiem „understand?” - upewniając się, że go rozumiem, a ja nie zawsze rozumiałam więc cierpliwie tłumaczył mi swój punkt widzenia na sprawy dalej. Gdy moja uwaga trochę słabła – szturchał mnie z lekka, co od razu przywoływało mnie do porządku. Zapytasz być może o czym przez trzy godziny rozmawiałam z mnichem? O życiu. O wyborach. O Tybecie. O Dalajlamie. Mnich zachwycony był Polską i pomocą jaką otrzymuje od różnych ludzi za co jest ogromnie wdzięczny. Martwiło go jednak to, że ludzie są mało świadomi tego, że mają wybór, że mogą wybierać swój sposób myślenia (Yoda: Kiedy na Ciemną Stronę patrzysz ostrożny być musisz, bo Ciemna Strona patrzy na ciebie.). Ten bardziej negatywny – pomnaża cierpienie na świecie, ten bardziej pozytywny – potrafi dawać szczęście. Zauważył, będąc u nas iż ludzie często chorują i są nieszczęśliwi bo się śpieszą i nie jedzą, nie są też zdyscyplinowani i łatwo rezygnują w obliczu trudności (Yoda: Cierpliwie zaczekać musisz, aż muł osiądzie i woda stanie się przejrzysta.). Rozmawialiśmy też o tym co ważne jest w życiu. Według mnicha to przede wszystkim są wewnętrzny spokój i dbanie o siebie, żeby móc też o innych dbać powiązane z pokorą i życiem w równowadze. Jedną z naczelnych jego zasad jest to by nie tworzyć sobie wrogów, by w każdym człowieku mieć przyjaciela (I znowu przed oczyma miałam Yodę: Wojna nikogo nie czyni wielkim.). Spokój, równowaga, wewnętrzna dyscyplina, współodczuwanie i współczucie oraz uważność charakteryzowały każde zdanie, każdą czynność które wykonywał w trakcie naszej podróży.

Zapytasz być może z jakiego powodu tybetański mnich znalazł się w Polsce. Dalajlama kiedyś mu powiedział, żeby do nas przyjechał i leczył i edukował ludzi, więc przyjechał i leczy i edukuje... Proste. Bez kombinowania. Bez ukrytych motywów.
Czego mnie to spotkanie nauczyło? Utwierdziło mnie w moich przekonaniach dotyczących tego co dla mnie w życiu jest ważne. Pokazało mi że życie w zgodzie z sobą prowadzi do życia w zgodzie z innymi. Że nie ma co się śpieszyć bo jest to strata czasu. Że warto wybaczać, bo chowanie urazy tylko nas krzywdzi. Że warto kochać z otwartymi oczyma, uważnie. Że dostrzeganie dobra w sobie, innych, w świecie prowadzi do wzrostu jego stężenia w rzeczywistości. Że dbanie o słowa, sianie nadziei, tępi myśli chore.

Obydwa te spotkania w głowie powiązały mi się z... Harrym Potterem. Oto to, co zostało mi w pamięci:
„ ....
- A właściwie gdzie my jesteśmy – zapytał Harry
- Prawdę mówiąc, właśnie miałem cię o to zapytać – odrzekł Dumbledore, rozglądając się wokół siebie – No więc jak myślisz gdzie jesteśmy?
- To mi wygląda na dworzec King's Cross – powiedział powoli
- Dworzec King's Cross – Dumbledore zachichotał – mój Boże naprawdę?
- A pan myśli, że gdzie?- zapytał Harry
- Drogi chłopcze, a niby skąd ja mam to wiedzieć? Jesteśmy , jak to mówią na twoim przyjęciu.
….
- Muszę wrócić, prawda?
- To zależy tylko od Ciebie.
- Mam wybór?
- Och tak. - Dumbledore uśmiechnął się do niego – mówisz, że jesteśmy na dworcu King's Cross, tak? Myślę, że gdybyś postanowił nie wracać to mógłbyś... jakby to powiedzieć... wsiąść do pociągu.
- I dokąd by mnie zawiózł?
- Dalej – odrzekł krótko Dumbledore

….
- Niech mi pan powie jeszcze tylko jedno – odezwał się Harry – czy to się dzieje naprawdę, czy tylko w mojej głowie?
Dumbleore uśmiechnął się.
- Ależ oczywiście, że dzieje się to w twojej głowie, Harry, tylko skąd u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?
….” (J.K.Rowling: Harry Potter i Insygnia Śmierci)

W wiecznym ruchu przyszłość jest.
(Gwiezdne Wojny, Yoda)

Rodząc się, wsiadamy do pociągu i chcemy przemierzyć kontynent, ponieważ wyobrażamy sobie, zę gdzieś tam jest „MOJA STACJA”. Wyglądając przez okno pociągu „Życie” mijamy senne miasteczka, pola uprawne, łąki, zapełnione ludźmi samochody na drogach, lasy. Mijamy miasta, fabryki. Nie zwracamy jednak na nie uwagi, bo przecież zmierzamy do swojej stacji. Wierzymy, że jak tak dotrzemy to będą sztuczne ognie, witające nas transparenty – i wtedy właśnie zrealizujemy nasze życiowe przeznaczenie. W pociągu z nikim nie zawieramy znajomości. Przechadzamy się po korytarzu, spoglądamy na zegarek, rozmawiamy przez komórkę, bo znowu PKP się spóźnia. Nie możemy się doczekać, kiedy nareszcie dojedziemy, ponieważ wierzymy, że to będzie nasza życiowa stacja. Ta stacja jednak co jakiś czas się zmienia. Na początku ta stacja to „18tka i pełnoletniość”. Potem „Pierwsza Praca”, „Pierwszy Awans”, „Ślub i Rodzina”, „Dzieci”, „Emerytura”, i dalej... Zbyt późno przychodzi refleksja, że radość tkwi w podróży, podróż jest radością. Wcześniej czy później uświadomisz sobie, że nie ma żadnej stacji, a chodzi o drogę którą przemierzasz i wybory, których dokonujesz. Co więc robić? Czytać książki, jeść więcej lodów, częściej chodzić boso po trawie, tańczyć w deszczu, więcej się przytulać, kochać się z otwartymi oczyma, mówić miłe słowa, więcej się śmiać... Stacja pojawi się szybciej niż myślisz. A dopóki podróżujesz, znajdź sposób, żeby ten świat uczynić piękniejszym...

Rób, co możesz tu i teraz – pomimo lęku – a będziesz miał satysfakcję, wiedząc, że zrobiłeś wszystko, co było w twojej mocy, aby wykorzystać swój potencjał ;)

Autor: Olga Rzycka

Polecane artykuły:

  • Coaching zespołów

    Przedstawiam poniżej dwa przypadki coachingu zespołu, które stanowią dobry przykład dylematów przed jakim staje zarówno zespół, jak i coach, decydując się na tego typu formę pracy. Pierwszy, to coaching dla kilkuosobowego zarządu sporej organizacji (niech się nazywa „Alfa”). Obiektywnie niełatwa sytuacja biznesowa firmy wymagała rosnącej sprawności w zarządzaniu. Tymczasem w gronie kierowniczym narastała frustracja wynikająca z poczucia nieefektywności własnej pracy. Posiedzenia zarządu trwały po 9 godzin, często nie kończąc się konkretnymi ustaleniami. Oczekiwanie wobec mnie jako coacha było proste:

    „– Pomóż nam coś z tym zrobić!”
     

    SZCZEGÓŁY
  • Co wpływa na wybór coacha?


    1) Rekomendacja zaufanej osoby korzystającej wcześniej z usług danego coacha
    2) Odbycie bezpłatnej sesji startowej
    3) Specjalizacja i doświadczenie zawodowe coacha

    SZCZEGÓŁY