Czyli dlaczego trener biznesu powinien lubić ryby?
Badając potrzeby szkoleniowe najchętniej korzystamy na znanych, akceptowanych już w organizacjach, ale też często skutecznych metod badania potrzeb szkoleniowych. Należą do nich wywiad, ankieta, analiza wyników oceny kompetencji, testy wiedzy, czasem obserwacje.
Ale czy często, nam trenerom biznesu zdarza się skorzystać w procesie badania potrzeb z metod zaczerpniętych z koszyka metod twórczego rozwiązywania problemów? Otóż warto!!
A jedną z takich metod jest Szkielet Ryby, zwany też Diagramem Ishikawy, której istotą jest nieustanne i nadzwyczaj konsekwentne pytanie o przyczyny oraz przyczyny przyczyn.
Na czym więc polega metoda Szkieletu Ryby?
Technika ta jest głownie wykorzystywana przy analizie możliwych uwarunkowań rozpatrywanego
problemu czy też ustalaniu związków przyczynowo ‐ skutkowych. A związki tego typu są przecież najistotniejsze w trafnym zdiagnozowaniu potrzeb szkoleniowych. Ponadto w celu poznania potrzeb szkoleniowych, metodę tą można stosować pracując z przyszłymi uczestnikami szkoleń. Ale także z osobami z ich najbliższego otoczenia – czyli klientami wewnętrznymi, współpracownikami, podwładnymi, czy przełożonymi.
Zadaniem osób stosujących tą metodę jest więc wyodrębnienie przyczyn danego zjawiska. Istotą moderatora (tu badacza potrzeb), jest więc ciągłe pytanie o przyczyny. A następnie przyczyny przyczyn.
Kilka słów o samej technice:
A teraz case study:
Załóżmy, że przyszło nam planować szkolenie pracowników działu obsługi klienta z standardu prowadzenia rozmów telefonicznych. Załóżmy też, że w firmie ten standard funkcjonuje od pewnego czasu – to znaczy w formie jednolitego opracowania spisano działania, wypowiedzi wobec klientów, które każdy (w mniejszym, bądź większym stopniu) stosował. Standard został wdrożony poprzez jego prezentację, omówienie z pracownikami. Minęło kilka tygodni i szefostwo, na podstawie odsłuchów rozmów, obserwuje, że pracownicy jego nie stosują. Podjęta więc zostaje decyzja, że zespołowi potrzebne jest szkolenie z standardu – czyli uzupełnienie wiedzy i umiejętności z zakresu prowadzenia rozmów telefonicznych w oparciu o ów, wdrożony, standard.
Jakie metody diagnozy potrzeb zastosować w tym przypadku i co one wykażą? Wywiady, ankiety, odsłuchy rozmów z klientami będą pewnie najbardziej oczywistymi metodami. Mogą one z pewnością pokazać deficyty na poziomie umiejętności prowadzenia rozmów. I może to być diagnoza jak najbardziej słuszna, może też przełożyć się na całkiem ciekawy program szkoleniowy.
Ale czy za niestosowaniem przez pracowników standardu prowadzenia rozmów telefonicznych zawsze stoi tylko deficyt wiedzy i umiejętności?
Otóż pracując Szkieletem Ryby można dowiedzieć się czegoś więcej. Z własnego doświadczenia wiem, że można dowiedzieć się, np. że PRACOWNICY NIE STOSUJĄ STANDARDU ROZWÓW TELEFONICZNYCH PONIEWAŻ, jak sami twierdzą:
brakuje osoby, która mogłaby na bieżąco pomóc w stosowaniu standardu;
Takie zdefiniowanie przyczyn może ograniczyć, a nawet wykluczyć, wpływ działań szkoleniowych na rozwiązanie zdefiniowanego problemu. Może natomiast wymusić pracę z przełożonymi oraz pracę nad systemowym wdrożeniem Standardu w firmie.
I choć, nie zawsze, przyczyny braku stosowania Standarów, są tak złożone. To z drugiej strony rzadko pracownicy w ankietach, czy też wywiadach mieliby odwagę powiedzenia wprost o braku wzorców, czy zaangażowania przełożonych.
Gdy więc intuicja trenera podpowiada, by szukać, pytać - to „Ryba” może okazać się najlepszą metodą ku temu.
Podsumowując - korzyści z stosowania Szkieletu Ryby w diagnozie potrzeb szkoleniowych:
Czy więc warto Rybą traktować potrzeby szkoleniowe?
Zachęcam do zdobywania własnych doświadczeń!!
Autor Marta Iwanowska – Polkowska
Trener – konsultant NAVIGO Grupa
www.navigogrupa.com
PS. Lubi ryby jako trener, ale i prywatnie …
Jadąc samochodem przez pierwszą w tym roku śnieżną zawieruchę, zastanawiałem się kim tak naprawdę jest Trener Biznesu? Jak jego sylwetka powinna wspierać klienta w procesie podejmowania decyzji? Jakich kompetencji potrzebuje taka osoba? Te pytania krążyły w mojej głowie przez całą drogę z Czarnej (głębokie Bieszczady) po Katowice.
Na pierwszym przystanku, a była to stacja benzynowa w Solinie, (trochę przypominająca czasy PRL-u) wyklarował mi się zewnętrzny obraz trenera, z którym sam chciałbym mieć szkolenie. Wielokrotnie na sali szkoleniowej miałem styczność z prowadzącymi, którzy już od momentu przedstawienia się budowali barierę, którą później ciężko im było przekroczyć.
Zabawa jest nauką, nauka zabawą. Im więcej zabawy, tym więcej nauki.
Czyżby?...
Słowa Glenna Domana z pewnością odnieść można do sposobu, w jaki najszybciej rozwijają się dzieci. Pytanie: czy podwyższanie kompetencji prowadzone w formie zabawy jest słusznym rozwiązaniem w przypadku dorosłych? Na pewno innowacyjnym i coraz częściej stosowanym w firmach, zwłaszcza tych dynamicznie rozwijających się. Dostarczenie pracownikom jednocześnie nauki i zabawy w postaci gry szkoleniowej może przynieść wiele korzyści i znacząco przewyższyć standardową formę szkolenia. W jaki sposób?