Autor: Dariusz Zieliński
EduBroker
Jadąc samochodem przez pierwszą w tym roku śnieżną zawieruchę, zastanawiałem się kim tak naprawdę jest Trener Biznesu? Jak jego sylwetka powinna wspierać klienta w procesie podejmowania decyzji? Jakich kompetencji potrzebuje taka osoba? Te pytania krążyły w mojej głowie przez całą drogę z Czarnej (głębokie Bieszczady) po Katowice.
Na pierwszym przystanku, a była to stacja benzynowa w Solinie, (trochę przypominająca czasy PRL-u) wyklarował mi się zewnętrzny obraz trenera, z którym sam chciałbym mieć szkolenie. Wielokrotnie na sali szkoleniowej miałem styczność z prowadzącymi, którzy już od momentu przedstawienia się budowali barierę, którą później ciężko im było przekroczyć.
Dobry trener biznesu jest elastyczny, dopasowuje się do każdej grupy uczestników. Pracuje dla różnych organizacji, z ludźmi różniącymi się doświadczeniem, wiedzą, czy poglądami. Jak terapeuta – koncentruje się na meritum, nie ocenia, drąży temat, osiąga zamierzone cele, niezależnie od swoich preferencji i sympatii wobec konkretnych. Z zasady akceptuje wszystkich.
Ale jak powyższe założenia mają się do różnic pokoleniowych? Jakie procesy mogą się pojawić, gdy na sali szkoleniowej spotkają się: trener z pokolenia X i uczestnicy- Y? Jakie korzyści, ale i trudności mogą wyniknąć z takiego mixu postaw, przekonań i wiedzy o świecie?
Zabawa jest nauką, nauka zabawą. Im więcej zabawy, tym więcej nauki.
Czyżby?...
Słowa Glenna Domana z pewnością odnieść można do sposobu, w jaki najszybciej rozwijają się dzieci. Pytanie: czy podwyższanie kompetencji prowadzone w formie zabawy jest słusznym rozwiązaniem w przypadku dorosłych? Na pewno innowacyjnym i coraz częściej stosowanym w firmach, zwłaszcza tych dynamicznie rozwijających się. Dostarczenie pracownikom jednocześnie nauki i zabawy w postaci gry szkoleniowej może przynieść wiele korzyści i znacząco przewyższyć standardową formę szkolenia. W jaki sposób?