Trema to przecież rzecz normalna. Ma ją każdy człowiek stający przed publicznością. Każdy! Teatralne powiedzenie - „jeśli nie poczuję tremy, to będzie mój ostatni dzień na scenie teatru” przypisuje się Gustawowi Holoubkowi, ale powtarza je wielu aktorów. Pokazuje to potrzebę szacunku dla słuchacza/widza oraz pozytywne aspekty tremy i stresu. A te są niemałe. Dzięki adrenalinie lepiej słyszymy, ostrzej widzimy, szybciej analizujemy. Są oczywiście i negatywne skutki nadmiernej tremy – blokowanie oddechu, szczękościsk, suchość w gardle, pustka w głowie. Odrobina techniki pozwala nam wyjść z tych zagrożeń obronną ręką.
Spokojny oddech to najważniejszy element antytremowy i antystresowy – niezbyt głęboki, zwyczajny oddech. Kilka. Nawet na scenie, stojąc przed publicznością, można spokojnie policzyć do trzech, wziąć dwa głębsze wdechy. Zadać pytanie i w tym czasie - dwa oddechy. Drobna pauza nikomu nie zaszkodzi. I nasze napięcie opada.
Inna technika to starter – trzy pierwsze zdania znane niemal na pamięć, wielokrotnie wcześniej powtórzone w samochodzie, w domu. Kiedy usłyszymy samych siebie mówiących spokojnie, trema ustąpi. Nie wolno tylko tych zdań mieć zapisanych, bo to groźne. Albo w panice zechcemy je przeczytać, albo wyrecytować. Będzie gorzej zamiast lepiej.
Kolejna technika to notatki prezentacyjne, zawierające wyłącznie nazwiska, daty, nazwy, cytaty, ewentualnie kolejność wątków. To uspokaja, bo wiemy, że niczego nie zapomnimy ani nie pomylimy. Tylko gramy fair - jak korzystam z notatek, to jawnie! Nie rzucam ukradkiem okiem w bok - to źle wygląda. Jawne korzystanie z notatek to dowód na poważne traktowanie słuchaczy, na dobre przygotowanie. To profesjonalne.
(1) Można je mieć na kilku kartonikach (ponumerowanych!) wielkości wizytówek i zupełnie oficjalnie z nich korzystać. Tak robią premierzy i prezydenci, to profesjonalne.
(2) W dłuższych prezentacjach można korzystać ze zwykłych kartek A4, spiętych, ponumerowanych. Mogą też tam być po 2-3 slajdy z dopisanymi uwagami.
(3) Można przykleić kilka żółtych karteczek z zanotowanym nazwiskiem, liczbą, a nawet uwagą do siebie samego. W ferworze mówienia możemy zapomnieć o czymś ważnym. Post-it przypomni.
Ale przenigdy nie wolno notować pełnych zdań. W stresie możemy zacząć je czytać, a publiczność w rewanżu uśnie.
I dwie techniki popularne, ale zabronione!
Nigdy, przenigdy nie błagamy o litość słowami typu – wybaczcie mój stres, ale ja niezbyt często występuję. To prawda, że głośne nazwanie własnych emocji obniża stres, ale na Boga – nigdy przed publicznością. Jak mówiła Olga Lipińska – przed publicznością się nie kuca! Można coś takiego powiedzieć sobie samemu ewentualnie w toalecie i bez świadków.
I drugi z zakazanych chwytów – wyobrażenie sobie publiczności w jakiejś śmiesznej sytuacji. Czyli w majtach w grochy na przykład, bo dzięki temu mniej będziemy się ich bali. To czasem działa, ale skutki uboczne mogą być ryzykowne – nadmierne rozbawienie, mniejsza kontrola nad tym co najważniejsze, czyli nad celem.
I kilka tricków antytremowych na koniec:
1. Jeśli czujemy suchość w ustach, wystarczy delikatnie przygryźć koniuszek języka. Zaraz pojawi się ślina, przełkniemy, będzie dobrze.
2. Opuszczanie rąk wzdłuż tułowia, pozycja piłkarska (jak w murze), dłonie w kieszeniach czy za plecami zwiększają lęki i tremę. Zegnijmy więc łokcie pod kątem prawie 90 stopni, dłonie przed sobą, lekko otwarte w stronę sali. My będziemy bardziej skoncentrowani, zwarci i gotowi.
3. Znajdźmy na widowni jedną lub kilka osób, które znamy i lubimy. One będą aprobująco kiwały głowami - trema odejdzie szybciej.
4. Użyjmy obu półkul - trzymając wskaźnik laserowy (długopis) ściśnijmy go na przemian raz prawą dłonią i lewą. To daje impuls naprzemiennie w prawej i lewej półkuli. A trema i stres rosną wtedy kiedy jedna z półkul jest zablokowana. Taki drobny, mechaniczny trick uniemożliwia narastanie stresu.
5. Sprawdźmy wszystko na 30 minut przed prezentacją, jeszcze bez gości.
6. Zlikwidujmy „tadam” - taki budujący napięcie (i tremę) moment startu. Wystarczy być 15 minut wcześniej i witać osobiście jak najwięcej wchodzących osób. Już „znajomemu” prezenterowi nikt krzywdy nie zrobi, do znajomych mówimy łatwiej.
7. Z rozmów przed prezentacją można wykorzystać jakiś temat i pochwalić lub podziękować jednej/kilku osobom z sali. Choćby za interesująca informację. To zbuduje dobrą relację z salą i zmniejszy tremę.
Zasadniczo – pamiętajmy, że jeśli ktoś już jest na sali, to oczekuje interesującego spotkania, ciekawej informacji. Sam mówca obchodzi słuchaczy mniej. I na pewno nikt nie czyha na nasze potknięcia. Trochę tremy z szacunku tak, ale bez przesady. Damy sobie z nią radę.
Autor: Marek Skała
Pierwsze wrażenie w kontakcie z nowo poznaną osobą jest chwilą. Jednak konsekwencje tej chwili mogą zaważyć na wielu dalszych relacjach.
Na podstawie komunikatów werbalnych i niewerbalnych, wyrabiamy sobie bowiem opinię na temat drugiej osoby. Nie zawsze ocena drugiej osoby podyktowana jest, przy tym, racjonalnymi argumentami.
Mówiąc kolokwialnie, w czasie paru chwil wiemy już, czy kogoś lubimy czy też nie. Pierwsze wrażenie kształtuje się błyskawicznie nawet w ciągu od 0,1 sekundy, najdłużej zaś w czasie do 30 sekund.
W jaki sposób zorientować się, że nasze wystąpienie publiczne zakończy się sukcesem, a nie porażką? Jak odczytać sygnały zwiastujące powodzenie prowadzonej przez nas prezentacji na forum? Czy można nauczyć się interpretacji znaków, jakie pod adresem mówcy wysyłają słuchacze?
Elżbieta Żurek*
Od lat szkolę biznesmenów, prezesów, polityków. Zaczynam od pytania – co jest twoim celem? Odpowiadają: zrobić prezentację. Mówię wtedy: to wiem, znamy nawet dzień, miejsce i godzinę. Pytam raz jeszcze – co jest twoim celem? Odpowiadają: przecież mówiłem – zrobić prezentację! Tłumaczę: mylisz sam cel i środek do tego celu. Prezentacja (mowa, wystąpienie publiczne, wywiad) to narzędzie. Ja pytam o twój cel, który tym narzędziem chcesz osiągnąć. Po co mówisz? Do kogo? Do czego chcesz przekonać słuchaczy? Co mają zrobić po wysłuchaniu ciebie? Od tego zaczyna się podróż do ziemi skutecznych prezentacji biznesowych. To właśnie ćwiczymy na naszych szkoleniach.
Zabawa jest nauką, nauka zabawą. Im więcej zabawy, tym więcej nauki.
Czyżby?...
Słowa Glenna Domana z pewnością odnieść można do sposobu, w jaki najszybciej rozwijają się dzieci. Pytanie: czy podwyższanie kompetencji prowadzone w formie zabawy jest słusznym rozwiązaniem w przypadku dorosłych? Na pewno innowacyjnym i coraz częściej stosowanym w firmach, zwłaszcza tych dynamicznie rozwijających się. Dostarczenie pracownikom jednocześnie nauki i zabawy w postaci gry szkoleniowej może przynieść wiele korzyści i znacząco przewyższyć standardową formę szkolenia. W jaki sposób?